sobota, 1 listopada 2008

W dużym skrócie.

Czytam co u Agusi i cieszę się, że ludzie powoli otwierają na nią swoje serce, a jak tylko to zrobią, to już na zawsze będą chcieli jej towarzyszyć. Jestem o tym przekonana.

A swoją drogą ostatnio dotnął mnie ten sam fragment Biblii co ją. Że Syn Człowieczy nie ma swojego miejsca, że nie ma gdzie głowy położyć. Jak to czytałam, to łzy same mi się cisnęły do oczu, bo ja, ona, my, zdecydowałyśmy się iść za Jezusem i tak jak On wciąż nie mamy swojego M4 :) Pamiętam, jak ktoś kiedyś powiedział mi, że jak oddam życie Jezusowi, to On wszystko poukłada, że wystarczy Mu zaufać. Jednak dzisiaj wiem, że pójście za Nim to coś więcej. To ciągłe, nieustawiczne obrzezywanie swojego serca. To ciągłe, nieustawiczne pilnowanie swoich myśli, to nauka pokory, oddania, uniżenia. To próby, przez które mamy przechodzić jako zwycięzcy a nie pokonani. To w końcu zostawienie wszystkiego, o co On nas prosi. I to jest niezwkle trudne. Dzisiaj wiem, że Chrześcnijanie potrzebują więcej zachęty niż wszyscy inni ludzie na Ziemi.

Czuję głeboko w sercu jak coś pulsuje pod powierzchnią, coś dobrego, ale sami, zamknięci na łaskę, wciąż nie zmieniamy bukłaków, aby wziąć to co nowe.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

My, chrześcijanie jesteśmy po prostu ludźmi celu. Ostatecznego ;-)