czwartek, 17 lipca 2008

No to zaczynam...

Dzisiaj od nowa, zupełnie inaczej niż wczoraj, zaczynam patrzeć w przyszłość. Odkopałam pradawne studnie pełne ukrytych tajemnic i niewyjaśnionych zdarzeń i z całej siły próbuję ich chronić. Zakręcam się na pięcie, mrugam jednym okiem, uśmiecham się szeroko i postanawiam pozostać kim jestem. Wychylam się przez otwarte w pociągu okno i łapię kaczeńce, bratki, maki. Całymi garściami zrywam kwiaty. Wpadają do przedziału i lepią się do ścian, okien, twarzy. Nad koniczyną przelatują motyle, kolorowe i piękne; zbyt piękne bym je mogła dotknąć. Zasypiam z głową ukrytą w za duży sweter, z Wielką Księgą w ręku i plastrem miodu na ustach. Zaraz kolejna stacja. Wysiadać proszę.

1 komentarz:

m.glaz pisze...

Ech, te kwiaty