To był cudowny dzień. Wraz z Dawidem i Olim byliśmy na obiedzie u Pastora i jego pięknej żony. Czasmi wchodzi się do czyjegoś domu i już od przekroczenia progu czuć atmosferę, która otula niewidzialnym ciepłem i serdecznością. Było bardzo miło. Obiad, sernik i kawa smakowały wyjątkowo. Długie rozmowy zachęciły mnie bym odważyła się wystawić nos spod kołdry i spróbować raz jeszcze pozwolić sobie zakwitnąć. Przecież tak bardzo to lubię... pisanie, poezję i wchodzenie po drabinie by wyciągnąć książkę z najwyższej półki. Jutro idę na uczelnię.
Z podziękowaniem za sos z prawdziwych pomidorów i słowa zachęty.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Jak ja lubie czytac to co piszesz!!!To jest takie delikatne i wywarzone:)Pisz wiecej kochana!!!!
Oj ten sos (i nie tylko) też go znam...
Prześlij komentarz